• Batalia w "jedynce" trwa

    PDFDrukujEmail
  • Autor: Juliusz Olszewski
  • czwartek, 19 czerwca 2008 14:09
  • SzkoÅ‚a 1Zdaniem burmistrza Arkadiusza Wichniaka szkoÅ‚a nr 1 kosztuje gminÄ™ zbyt dużo pieniÄ™dzy.

    Subwencja oświatowa jest przyznawana na ilość dzieci w gminie, co powinno wystarczyć do utrzymania szkoły w małej miejscowości ale u nas stanowczo nie wystarcza. Utrzymanie obecnej ilości klas jest kosztowne oraz luksusowe, jeżeli spojrzymy na liczebność dzieci. Kilkanaścioro uczniów w klasie to dobre warunki dla dzieci i komfort pracy nauczyciela. Zdaniem władzy miejskiej nie stać nas na to. Połączenie klas doprowadziłoby do zwiększenia liczebności klasy do ok. 28 dzieci. Czy to jest za dużo? Na pewno nie byłoby tak kameralnie jak teraz, ale czy od razu musiałoby być gorzej? Burmistrz chwali nauczycielski profesjonalizm - prawdziwi fachowcy, jak mówi, poradzą sobie z większymi klasami. Oszczędzone pieniądze pozwolą na dofinansowanie szkoły jako całej instytucji. Rodzice się buntują. Dla nich jest najważniejsze tylko jedno - "nie pogarszać warunków naszym dzieciom!". Nie chcą słuchać argumentów o konieczności równoważenia wydatków całej gminy ani o tym, że liczebność klasy nie jest jedynym warunkiem dobrych warunków nauczania ich dzieci. Utrzymanie Szkoły nr 1 to jeden z elementów składowych wydatków miasta, a władza jest odpowiedzialna za całokształt finansów. Za kondycję szkoły odpowiedzialny jest dyrektor. Zespół szkół na ul. Obrońców kosztuje znacząco mniej niż "jedynka", mając tylko ok. 40 dzieci mniej. Jak mam to wytłumaczyć tamtym rodzicom? - pyta Arkadiusz Wichniak.


    RodziceNowe wyzwania.
    Jedna mama na sali była wręcz oburzona sugestią, że dyrektor szkoły ma być menedżerem, a nie tylko administratorem swojej firmy. To ważny aspekt tej sprawy. Burmistrz zarzuca dyr Ewie Makówce, że nic nie zrobiła dla poprawienia finansów szkoły. Mamy ogromne tempo zmian ekonomicznych, którym nie każdy potrafi podołać. Pojawiają się konieczności opanowania nowych umiejętności. Choćby obsługi komputera oraz sprawnego poruszania się w internecie. Na niektórych stanowiskach kierowniczych należy wykazać się inwencją prawdziwie twórczą na polu np. pozyskiwania funduszy pozabudżetowych dla swojej firmy. Zdaniem władz miasta tego należy oczekiwać od dyrektora szkoły. Dlaczego dyrektor Zespołu Szkół na ul. Obrońców, pani Beata Szehidewicz potrafiła wystąpić do różnych podmiotów z wnioskami o dotacje na ok. 700 tys złotych a dyrektorka "jedynki" pani Ewa Makówka - nie? Bez żadnego uzasadnienia większych wydatków wyciąga rekę po kasę do gminy. Przewodniczący Rady Rodziców Mariusz Bacior stawia sprawę twardo - gmina musi utrzymać szkołę a rodzice stają w obronie dyrektor Ewy Makówki. Samorządność jest rozumiana na sali jako "my - rodzice, trójki klasowe - wszystko możemy", "wy - władza - wszystko musicie".

    Nauczyciele sporządzili charakterystyki swoich klas, w większości wskazujące na problemy wychowawcze, zwłaszcza te, których przysparzają dzieci z domów dziecka, z zaburzeniami emocjonalnymi, pochodzące z rodzin dysfunkcyjnych. Warto pamiętać, że takie dziecko potrafi skutecznie rozbijać lekcję i jego opanowanie to wyczyn pedagogiczny. Każdy wzrost liczebności klasy nie może być życzliwie przyjmowany przez nauczyciela. Zdaniem burmistrza charakterystyki są wykonane nieprawidłowo. Charakterystyka powinna zawierać wszystkie elementy - ujemne oraz dodatnie parametry grupy. Tak aby była przydatnaMama do sporządzenia arkusza organizacyjnego dla szkoły. Jak uczciwie sporządzić arkusz opierając się na samych negatywach? Błąd u podstaw. Dyrektor szkoły Ewa Makówka żali się w prasie, że była zmuszona do sporządzenia arkusza "oszczędnościowego" ("Nowiny Jeleniogórskie" nr 25). Czyżby to był mobbing? Może to zaskarżyć. Jak jest z tą fachowością? Nauczyciele przedstawiają niepełne dane? Dyrektor sporządza wadliwe od podstaw zestawienie? A może krytykujący to wszystko burmistrz nie wie, co mówi? Jest nauczycielem z zawodu. Wygadywanie publicznie bzdur byłoby dla niego samobójcze. Tak samo, jak pretensje do dyrektorki za to, że dzieci pośredniczą w przekazywaniu rodzicom zawiadomień o spotkaniu. Cenzura umarła, panie Burmistrzu!

    BurmistrzMniej klas to mniej etatów dla nauczycieli. O tym nikt nie wspomniał jakby sprawy nie było. A nie wypada udawać, że tylko o "dobro dzieci" idzie. Rodzice ani nauczyciele nie chcieli zastanowić się nad szerszym spojrzeniem, do czego namawiał obecny na sali przewodniczący rady Grzegorz Sokoliński - jaka będzie ta szkoła za pięć lat? Również nie martwi to dyrektorki, a właśnie to stanowisko jest obarczone, zdaniem Grzegorza Sokolińskiego, odpowiedzialnością nie tylko za dzisiaj ale za jutro i pojutrze instytucji.


    Poruszony w NOWINACH aspekt "polityczny" należałoby nazwać raczej "syndromem grajdoła". W tak małym, jak nasze, środowisku, nie ucieknie się od wycieczek osobistych. Ewa Makówka jest żoną radnego Konrada Makówki. Podobno opozycyjnego radnego. Ciekawe w opozycji do kogo stoi radny? Do burmistrza? Chyba jakieś nieporozumienie? O żadnej opcji politycznej w radzie nie słychać. Niedawno publikowaliśmy za serwisem internetowym szklarskaporeba.org artykuł o udowodnionych, nierzetelnych "zagrywkach informacyjnych" radnego. Czym jeszcze wykazał się doświadczony radny podczas tej i pozostałych dwóch kadencjach samorządu? To nie polityka, to grajdoł.
    Pojawia się też argument, że dziecko wiceprzewodniczącego rady, które chodzi do tej samej szkoły jest "oszczędzone" bo jego klasa nie podlega połączeniu. No tak, ale chłopiec będzie w jednej z dwóch szóstych klas, a łącznie jest już w nich ok. 32 dzieci. Jest to ostatnia klasa gimnazjalna, którą czeka egzamin, więc "oszczędzić" należy wszystkie dzieci a nie tylko prominenckie. Acha, jest w "jedynce" jeszcze dziecko przewodniczącego rady. Na klika lat ma się znaleźć w połączonej klasie, co nie cieszy ale też nie spędza spędza snu z powiek tatusia. Damy radę, nawet w grajdole!

    Organizatorem spotkania byli rodzice. Elegancko zadbali o drobny poczęstunek (słone paluszki, soki do picia) ale zaproszonym gościom z mety pokazali kto tu rządzi. Przygotowali dla nich rząd krzesełek pod tablicą, w pozycji konfrontacyjnej wobec sali. Goście, w odruchu obronnym skupili się w kącie przy oknie.
    Nasze władze nie grzeszą umiejętnością rozmawiania z ludźmi. Ani burmistrz ani przewodniczący rady nie mają tej cennej umiejętności prowadzenia spokojnego dialogu na żywo. Władczo i zarozumiale wygłaszają swoje racje narażając się na ataki tłumu. To fatalna skaza, na którą będą musieli coś zaradzić. StworzeniePrzewodniczący RM "barykady" przez gospodarzy tylko pogarsza sytuację deprymując gości.
    Pod koniec spotkania burmistrz zaczął podnosić głos na dyr Ewę Makówkę. Wydawał jakieś polecenia służbowe....!!! W tym miejscu jest to absolutnie fatalne zachowanie. Najsłuszniejszą ideę ekonomiczną można utopić w nerwach. Jeżeli władza oczekuje kreatywności od dyrektorki szkoły, to musi mieć świadomość, że ją też czeka nauka wystąpień publicznych. Ludzie widzą i słyszą ton głosu, argumentację i atmosferę wystąpień a zapamiętują tylko to co porusza ich emocje. Logiczne, argumenty zimnej ekonomii zawsze przegrają z populizmem.

    Nie można pominąć sposobu prowadzenia spotkania przez Mariusza Baciora. Przewodniczący rady rodziców wypełnił swoją rolę znakomicie, będąc sprawnym rzecznikiem interesów grupy. Taka nierównowaga sił to piłka po stronie rodziców, a błąd po stronie burmistrza i radnych. Prowadzący był nieobiektywny i nie on powinien prowadzić spotkanie a ktoś niezależny, z zewnątrz tego konfliktu. Jeżeli się odbiera głos to sprawiedliwie, zarówno rozgadanemu gościowi jak i rozgadanej sali. A widać było, że sala może więcej zakrzykując radnego czy burmistrza. Prowadzący jest jednym z dzierżawców pensjonatów po FWP, z którymi obecna władza rozwiązała umowy. Nie ma powodu kochać burmistrza. Ale wykazana stronniczość nie służy sprawie. Emocje podkręcane w tłumie tłumią myślenie. Zdarzały się zupełnie sensowne i ugodowe w klimacie wypowiedzi kilku pań. Było to zasługą osobistych cech autorek tych wystąpień.

    W sumie - nie jest źle! Pogadano, czasem pokrzyczano, ale wysłuchano elementarza ekonomii, który się nikomu nie podoba, gdy brakuje pieniędzy na zamierzenia i marzenia.
    Na razie rodzice proponują wariant, ich zdaniem, kompromisowy - utworzenie 9 klas a nie zachowanie jedenastu, jak chcieli na początku, oraz nie siedmiu jak chciał burmistrz. Szkoła ma przedstawić nowy arkusz organizacyjny i uzasadnienie takiej właśnie ilości klas. Sprawa trwa. ?Przy okazji?, jak zwykle, wyszła na wierzch fatalna kondycja władzy w public relations.

    Galeria FOTO

     

     

    Na deser warto przeczytać artykuł z ostatniej POLITYKI (nr 25) - Joanny Podgórskiej "Cenzurka dla szkoły". Szkoła ocenia nasze dzieci - my oceńmy szkołę. Cenzurka wypada blado - cytaty ze śródtytułów:

    "... Przekazywanie wiedzy i umiejętności: na 3
    umiejętność egzaminowania uczniów: na 3+
    wyławianie talentów: na 3-
    wyrównywanie szans: na 3+
    reformowanie programu szkolnego: na 4-
    komputeryzacja: na 3+
    socjalizacja dzieci i wychowanie obywatelskie: na 3
    neutralność światopoglądowa: na 3+
    bezpieczeństwo dzieci: na 3
    jakość nauczycieli: na 3+..."

    W obszernym raporcie jest mowa o najróżniejszych problemach współczesnej szkoły, o niedostatkach, o huśtawce politycznych decyzji ale nie ma słowa o liczebności klas.


    Komentarze: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

     

  • Dodaj komentarz


    Kod antysapmowy
    Odśwież

Hipoterapia HIPPONY

Gabinet Stomatologiczny w Szklarskiej Porębie

Reklama

Reklama

Linki sponsorowane

Opis: Urazy kolan - i zdjęcia
Opis: Masaż próżniowy biustu - i zdjęcia
Opis: Masaż gorącą czekoladą - i zdjęcia
najlepiej położone noclegi chorwacja o wysokim standardzie
Opis: Suplementy odchudzania - i zdjęcia
Opis: Zabieg obrzezania - i zdjęcia
niemiecki gdańsk