Pewnego razu w pewnym banku zapytano klienta, wpłacającego w kasie gotówkę, o imię i nazwisko. Procedura ta jest wykonywana od dawna i większość klientów nie wnosi zastrzeżeń.
Ten jednak poczuł źle, że ma recytować swoje nazwisko wobec osób postronnych znajdujących się w pobliżu. Kasjerka odpowiedziała, że w przeciwnym razie ma prawo odmówić przyjęcia wpłaty. Klient poszedł ze swoimi wątpliwościami wyżej. Zapytany dyrektor banku stwierdził, że identyfikacja osoby wpłacającej jest konieczna. Ustne potwierdzenie tożsamości dopuszcza się tylko dla dobra klientów, bo ludzie często nie mają ze sobą dowodów osobistych.
Klient sprawdził jeszcze wyżej: rzecznik prasowy banku potwierdził, że bank ma prawo pytać o dane osobowe. Bank musi wiedzieć, kto wpłaca pieniądze ponieważ musi sprawować kontrolę nad przepływami finansowymi, co ma zapobiegać np. praniu brudnych pieniędzy. Cytat z odpowiedzi menedżera ds. PR rzeczonego banku:
"...jednym z powodów dokonywania identyfikacji Klienta podczas realizacji wpłaty jest ustawa o przeciwdziałaniu wprowadzaniu do obrotu finansowego wartości majątkowych pochodzących z nielegalnych lub nieujawnionych źródeł oraz o przeciwdziałaniu finansowaniu terroryzmu...."
Wychodzi na to, że nie ma wyjścia. Jeżeli nie chcemy się przedstawiać przed całą salą to musimy mieć dowód osobisty w kieszeni, albo możemy wpłacać pieniądze na podstawie papierowego dowodu wpłaty, na którym i tak musimy umieścić swoje dane. Jeżeli wykonamy ten sam ruch przez internet to i tak wiadomo z czyjego konta dokonywany jest przelew... Cóż, globalna wioska nakłada nam kaganiec. W imię, jak deklaruje, wspólnego bezpieczeństwa. Można powiedzieć, że jak się komuś to nie podoba to niech pieniądze trzyma w skarpecie, a przewozi je w walizce. Klient nie miał akurat wolnej walizki i musiał skorzystać z banku.
Niezaspokojony w swojej dociekliwości, zapytał odpowiedni urząd, czyli Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, czy zachowanie banku - głośne pytanie o nazwisko, jest zdaniem GIODO właściwe czy nie? Z odpowiedzi Rzecznika Prasowego GIODO, Małgorzaty Kałużyńskiej - Jasak wynika jasno, że opisana przez klienta procedura ustnego zapytania o dane grozi złamaniem przepisów o ochronie danych. Urażona takim zachowaniem osoba może złożyć skargę do GIODO.
Wyposażony w taką wiedzę klient poczuł się lepiej, ale nadal zastanawia się nad samą skutecznością ustnej identyfikacji osoby wpłacającej gotówkę. Załóżmy, że przedstawiłby się jako obywatel Smok Wawelski! Być może, kasjerka nabrałaby wątpliwości z kim ma do czynienia? Ale gdyby podał - "Jan Kowalski", to góra brudnego szmalu mogłaby gładko wpłynąć na konto Al Kaidy. Wychodzi na to, że taka forma identyfikacji klienta jest zawracaniem głowy, a nie rzetelnym spełnianiem założeń ustawy, czyli zadbaniem o bezpieczeństwo. Już bardziej sensownie mieć przy sobie dowód osobisty i po sprawie.
Komentarze:
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.