Szklarska Poręba żyje z turystów, zazwyczaj zmotoryzowanych. Nie ma jednak przyzwoitych parkingów. Władza przymyka więc oko na dzikie parkowanie, co widać na zdjęciach.Tłumaczy to dbałością o jak najlepsze relacje z wczasowiczami. Nie wszyscy akceptują taki stan rzeczy, ale trwa on od lat i można uznać, że narzekania narzekaniami, każdy mieszkaniec wie, co jest grane.Trzeba z czegoś żyć, więc jakoś głupio karać mandatami "chlebodawców". A mieszkańców?
Problem dotyczy głównie ulic Jedności Narodowej i 1. Maja. Przepisy i zdrowy rozum nie zezwalają na zdjęcie znaków zakazu zatrzymywania ze względu na duży ruch. Ulica 1. Maja stała się prawie deptakiem - pełno na niej sklepików i knajpek. Przy ulicy Jedności Narodowej są banki, poczta, przychodnia rejonowa i jedna z aptek. Przy bankach i poczcie są miejsca parkingowe, koło przychodni też, ale ciągle mało i mało. Straż Miejska i lokalna policja przymyka oko na stawianie aut na odcinku apteka - przychodnia, ze względu, jakoby, na komfort pacjentów. Mieszkańcy już się niemal nauczyli, że tu nie dostaną mandatu, więc wykorzystują tę możliwość bez skrępowania, nawet wówczas, gdy nie mają w tej okolicy spraw zdrowotnych. Wczasowicze nie znają lokalnego "prawa podwórkowego" i parkują jak leci, gdzie tylko znajdą miejsce. Zdarzają się jednak sytuacje, gdy miejski komisariat jest wzmocniony przez siły policyjne zewnętrzne. Obcy policjanci tez nie są zaznajomieni z prawami podwórka i bywa, że wypisują mandaty bez mrugnięcia okiem. Wtedy budzą się protesty, że raz wolno tu parkować, a raz nie, że prawo jest dla wszystkich itd. Najgorzej jest zimą, gdy dopisze śnieg, a stada aut koczują w najdziwniejszych miejscach. Lokalna policja w ogóle, nie za bardzo fatyguje się z egzekwowaniem prawa w tej materii. Owszem, wezwana, podejmuje odpowiednie działania, ale sama inwencji nie przejawia. Przejeżdżając jezdnią, jakby nie widząc chodników, spokojnie mija samochody stojące byle jak. Prędzej już zdarzy się aktywność Straży Miejskiej.

Co robić?
Niespójne podchodzenie do przepisów prawa to niezdrowa sytuacja, wręcz demoralizująca. Czy zatem należy coś z tym robić czy nie? Może przyjąć np. pomysł fizycznego zablokowania możliwości wjazdu na chodniki betonowymi klombami. Jest taki fragment chodnika, naprzeciwko "Groty Solnej". Problem lewego parkowania znika - latem, na zimę trzeba klomby pozbierać, żeby można było odśnieżać Żeby się nie zmarnowało...?
miasto maszynami. Jest drugi problem - co robić, jak trzeba będzie w sytuacji wyjątkowej, szybko wjechać na chodnik? Czekać na sprzęt do usunięcia ciężkch elementów, przecież chyba nie taranować klombów? Nie na każdym chodniku jest na to miejce. Musi pozostać przejście dla pieszych. Rzecz w tym, że parkujące tam auta zabierają znacznie więcej miejsca niż klomby... no, ale one stoją tam krótko, z przerwami, a nie kilka bezśnieżnych miesięcy.
Jeszcze drugi chodnik jest wolny...
Legalizacja?
Redakcja naszej gazety, już ładnych kilka lat temu składała do "pani od dróg" w magistracie, propozycję wymierzenia chodników przy ulicach J.Narodowej i 1. Maja oraz wytyczenia prostokątów do parkowania na chodnikach, tam gdzie jest na to miejsce. Chodziło o częściową legalizację dzikiego parkowania. Pozwoliłoby to na pozyskanie około 20 miejsc, co częściowo zwolniłoby władzę z oporów karania pozostałych kierowców parkujących poza prostokątami. Reakcja urzędniczki była zerowa. Półprywatnymi kanałami docierały do nas informacje, że może to i dobre rozwiązanie, ale stwarza same problemy. Przede wszystkim - kwestie formalne. Konieczna jest zgoda zarządów dróg czyli obu rzeczonych ulic (dyrekcja krajowa i powiatowa) bo nie są one we władaniu Szklarskiej Poręby. Urząd powinien przeforsować jednak temat i postawić parkomaty. W obecnym stanie prawnym wpływy z parkomatów zasilałby budżety zarządców a nie Szklarskiej Poręby. Tak to jest jak się ma cudze drogi i swoje problemy. Ale sprawa nie jest beznadziejna, tylko wymaga ponadprzeciętnego wysiłku od urzędników. Trzeba chcieć - myśleć, pisać, negocjować tak, aby parkomaty przynosiły dochód miastu. Wierzyć się nie chce, że nie ma na to rady. Od tamtej propozycji władza się wymieniła dwa razy, a problem pozostał ten sam - co robić z dzikim parkowaniem?

Mistrz parkowania
Rok z adrenalinÄ….
A może nie ma żadnego bałaganu i tak ma być?! Proponujemy diametralną zmianę punktu widzenia - to, co się dzieje, to nie jest żaden problem, niekonsekwencja oraz akceptacja łamania prawa. NA TYM POLEGA NASZ LOKALNY KOLORYT. Nie ma co narzekać, nigdzie tego nie ma, a u nas jest! W nudnym Harrachovie wtykają "blok na pokutu" za głupie przystanięcie na głównej ulicy. A u nas - nieustająca fiesta, niespodzianka goni niespodziankę! Nigdy nie wiesz, co cię czeka. Gwarantowana adrenalina przez 365 dni i nocy. Uda się czy nie? Będzie mandat czy nie? Nieważne, że "wczoraj tu nie karali". Mamy cię - stówka - panie kierowco! A jutro... się zobaczy, może nawet blokada!?
Ale żniwo, kosą można! A jaka kasa dla miasta!? Można pomyśleć nawet o darmowym karnecie na sesje rady miejskiej wręczanym przy każdym mandacie. W końcu byłaby frekwencja... wdzięcznych wczasowiczów!
No, pierwsze zręby pomysłu na nową, całoroczną atrakcję już mamy, teraz tylko dopracować szczegóły i dobrze go sprzedać ;)