Burmistrz bierze na siebie odpowiedzialność za publikację artykułów. Wszystkie czyta i opiniuje. Będąc burmistrzem odpowiada za publikację jako reprezentant wydawcy czyli urzędu. Pomijanie nazwisk autorów jest, zdaniem burmistrza, sposobem na ochronę konkretnych ludzi przed atakami negatywnie nastawionych czytelników. W małym mieście mieszkańcy są łatwo rozpoznawalni. Ponieważ doświadczenia wskazują na niski poziom dyskusji, napastliwość, a często chamstwo, należy chronić prywatność pracowników urzędu.
Takie podchodzenie do rzeczy niesie, naszym zdaniem, same złe skutki. Czytelnik tekstu inaczej do niego podchodzi jak widzi kto go napisał. Może autora prywatnie lubić lub nie, ale wyrabia sobie pełniejsze zdanie o opisywanej sprawie. Właśnie w prasie lokalnej, gdzie "się wszyscy znamy" sztywne trzymanie się anonimowości jest niedobre. Podtrzymuje wzajemną nieufność.
Anonimowość w oficjalnym piśmie władzy powoduje również, że władza równa w dół. Boi się. Władza nie może się bać bo nie zdobędzie autorytetu. Wytoczenie armaty referendum dobitnie świadczy o braku akceptacji części niezadowolonych. Opozycja będzie istnieć zawsze, ale brak kontaktu, wymiany argumentów czyli normalnej dyskusji potęguje naturalne napięcie na styku władza-opozycja. Chowanie się przed spodziewanym atakiem oponenta niesie przekaz - boimy się ciebie, jesteś silny, groźny.
Być może to sami autorzy nie chcą się ujawniać, ale nie ma jak tego sprawdzić. Czyżby działał taki mechanizm - a nuż referendum spowoduje zmianę na stołkach i można szybko stracić robotę?! Straszy wizja mściwego zwycięzcy latającego po urzędzie z biuletynami w garści, wywalającego urzednika z roboty? No jeżeli tak podchodzimy do rzeczy to nie dziw, że strach wygrywa! I jeszcze jedno - w takiej lękliwej atmosferze trudno będzie znaleźć dobrych ludzi do pracy w gminie za skromne, bo inaczej siatki płac nie pozwalają, pieniądze. Burmistrz mówi, że oferuje redaktorowi biuletynu max. 1500 zł na rękę. Tylko dlaczego nie ogłosił tego w mediach oraz na swoich, ulubionych tablicach?
Burmistrz ma złe doświadczneia w kontaktach na ogólnodostępnym forum internetowym. Cokolwiek by nie napisał, zawsze znajdzie się jakaś agresywna napaść. Już dawno przestrzegaliśmy burmistrza przed wdawaniem się w dyskusję z anonimami. Niech sobie piszą co chcą. W samej idei pisania anonimowego nie ma niczego złego. Każdy jest człowiekiem i ma prawo nie chcieć się ujawniać. Tym nie mniej, sam sobie wystawia świadectwo poziomu rozmowy. Mnóstwo anonimowych wpisów jest spokojnych i rzeczowych. Wystarczy jednak paru frustratów czy kłamców i zaczyna się pyskówka bo emocje wygrywają. Burmistrz nie powinien nawet wchodzić do takiego środowiska. Zebrane doświadczenia z beznadziejnych zmagań z jakimiś "nickami" przenosi na prasę oficjalną i zasłania autorów tekstów w biuletynie. Pomylenie pojęć. Fatalny błąd, który się mści na codzień. Jak? Tak, że burmistrz jest medialnie sam. Nie stoją za nim jego ludzie. To, że ma jakieś realne poparcie nie zmienia faktu, że medialnie jest osamotniony. A media niosą echo.
Anonimowy biuletyn ma się ukazywać w cyklu 2-tygodniowym. Obecnie jest wydawany w ilości 1200 egz. które znikają jak świeże bułki z okazji zamieszania referendalnego.