• ZA ROZWÓJ GMINY ODPOWIEDZIALNY JEST CZŁOWIEK

    PDFDrukujEmail
  • Autor: Piotr Siłka, RegioPortal
  • środa, 03 września 2008 02:01
  • Wywiad z dr Wojciechem Dziemianowiczem z Uniwersytetu Warszawskiego przeprowadził Piotr Siłka, redaktor RegioPortalu. Dziękujemy za udostępnienie materiału. Redakcja

    Piotr Siłka: W swojej książkę wspomina Pan o czterech głównych płaszczyznach konkurencji gmin czyli rywalizacji o mieszkańców, inwestorów, turystów i o fundusze. Czy polskie samorządy są świadome ciągłej konkurencji? Jak radzą sobie w tych poszczególnych sferach konkurencji?

    Wojciech Dziemianowicz: Polskie władze samorządowe, tak jak wszędzie, są zróżnicowane.

    Możemy wskazać zarówno takie, które nie tylko są świadome konkurencji międzynarodowej (nie tylko krajowej), ale również bardzo aktywnie i profesjonalnie podchodzą do każdego z wymiarów, o które Pan pyta.Obserwujemy również takie samorządy, które z uporem wierzą, że ich obiektywnie słabe walory przyrodnicze mogą stać się głównym kołem napędowym rozwoju. Są też takie gminy w Polsce, które według mnie nie mają szans na przyciągnięcie kapitału zagranicznego, a mimo to wydają niepotrzebnie środki na promocję ? często niestety za radą słabych ekspertów. W takich gminach nie ma świadomości, że promocja musi mieć konkretnego adresata, zatem najpierw trzeba przygotować gminę dla potencjalnych nowych mieszkańców, konkretnych inwestorów, czy turystów, a później dopiero zastanowić się nad instrumentami promocji, które zastosujemy. Dlatego można powiedzieć, że gminy radzą sobie w bardzo różny sposób z poszczególnymi wymiarami konkurencji. Z mojego punktu widzenia najciekawsze są zawsze te gminy, które sobie nie radzą, a tych jest w Polsce wciąż bardzo dużo.

    Jak wynika z przeprowadzonych przez Pana badań, wiele gmin wykazuje dużą pasywność w podejmowaniu konkurencji. W czym upatruje Pan główne przyczyny takiego stanu rzeczy?

    Może to zabrzmi banalnie, ale za rozwój gminy odpowiedzialny jest człowiek. Jeżeli słyszę w rozmowie z burmistrzem, że ?niewiele da się zrobić?, ?blokują nas układy polityczne w samorządzie wojewódzkim?, ?rada miasta jest skłócona?, ?inwestorzy nas omijają? lub ?Warszawa o nas zapomniała?, to tylko utwierdzam się w przekonaniu o ważności lidera lokalnego w rozwoju. Nie zawsze, ale najczęściej tym liderem jest lub powinien być wójt, burmistrz lub prezydent. Zatem pasywność w podejmowaniu wyzwań konkurencji ? chodzi mi o profesjonalne podejście, a nie ?aktywność pozorowaną? ? bierze się ze słabości lidera, którego w takim przypadku należy wziąć w cudzysłów. Swoją drogą bardzo ciekawe pytanie, w jaki sposób ów słaby ?lider? został wybrany na tak ważną funkcję. Na pewno jest to konsekwencją takiego, a nie innego kapitału społecznego w danej gminie, ale czy wyborcy stanowią większość? Czy byli jacyś inni kandydaci? Czy bierność ?lidera? odpowiada większości mieszkańców? Pytania te można mnożyć.

    Jakie czynniki głównie decydują o konkurencyjności gminy? Na które z nich władza ma największy wpływ?

    Proszę zauważyć, że zadaje Pan ogólne pytanie o konkurencyjność, a ja wolałbym jednak za każdym razem podkreślać, że powinniśmy rozróżniać płaszczyzny konkurencyjności. Wręcz namawiam do rozpatrywania konkurencyjności w możliwie wielu detalach. Pozwolę sobie przypomnieć stary już przykład ze szkoleń dla samorządów lokalnych. ?Władze gminy szczycą się faktem iż ponad 90% gminy jest zwodociągowana i skanalizowana. Gdy spotykają się z potencjalnym inwestorem, okazuje się, że do terenu inwestycyjnego dociągnięta będzie infrastruktura techniczna w przyszłym roku, nie możemy też powiedzieć, jak będą prezentowały się możliwości odbiorcze pobliskiej oczyszczalni ścieków?. Inny przykład, z którym zetknąłem się ostatnio: ?Pracownicy urzędu miasta dwoją się i troją, aby w materiałach promocyjnych i kontaktach bezpośrednich przekonać inwestorów, że oferują korzystny klimat społeczny. Jest tylko jeden mały problem ? burmistrz zakazał drukowania materiałów w języku niemieckim, ponieważ w żadnym razie nie chce inwestorów z tego kraju? ? wyobraża Pan sobie akcję promocyjną tego miasta na międzynarodowych targach, gdzie mogą być również inwestorzy z Niemiec? Ale to tylko przykłady pokazujące, że można, a nawet trzeba oceniać swoją konkurencyjność wieloaspektowo. Jeżeli mówimy o konkurencyjności w zakresie pozyskiwania środków europejskich, lub szerzej ? środków publicznych na cele rozwojowe ? moim zdaniem wszystko jest w rękach lidera ? jeśli on sam nie potrafi, to powinien zatrudnić odpowiednich ludzi którzy mu pomogą (młodzieży zdolnej, która nie chce wyjeżdżać z kraju jest wciąż bardzo dużo). Jeżeli przeszkadzają mu ?układy polityczne?, to niech walczy z nimi jakością przygotowywanych projektów i stosuje lobbing na rzecz swoich rozwiązań (znam skuteczne przykłady z Polski, gdzie nawet układy polityczne nie przeszkodziły sprawnej administracji w osiąganiu swoich celów). W przypadku konkurencyjności turystycznej konieczne jest wyraźne określenie jakiego turysty oczekujemy ? w ten sposób otwieramy olbrzymie pole do dyskusji. Moja książka poświęcona jest inwestorom zagranicznym i wydaje mi się, że jest to obszar najtrudniejszy. Na pewno władze lokalne powinny ? to wynika z przeprowadzonych przeze mnie badań ? określić rodzaj inwestorów, których planują przyciągnąć. Wiemy, że o inwestycjach decydują dobre połączenia komunikacyjne, wysoka jakość siły roboczej, wielkość regionalnego rynku, czyli czynniki, które są w małym stopniu zależne od wójta, czy burmistrza. Ale oprócz nich jest cały szereg czynników, np. klimat społeczny, przygotowane tereny inwestycyjne, możliwości wypoczynkowe, profesjonalna promocja i obsługa w urzędzie, które inwestorzy również biorą pod uwagę.

    (...)

    Czy każda gmina może konkurować o inwestorów zagranicznych? Jakie warunki powinna ona spełniać?

    Teoretycznie każda, jednak na pewno nie każdej się to opłaca. Największe szanse mają gminy, które są dobrze osiągalne z lądu i z powietrza, posiadają odpowiednio wykwalifikowaną siłę roboczą, dysponują przygotowanymi terenami inwestycyjnymi, tętnią gospodarczo przy znacznym wkładzie mądrej polityki władz lokalnych oraz potrafią to wszystko opakować w dobry przekaz promocyjny. W książce dużo miejsca poświęcam sieciom współpracy. Wiem, że poprzednie zdanie jest syntezą, ale sądzę, że zainteresowani zdają sobie sprawę, iż klimat przedsiębiorczości jest pojęciem bardzo szerokim i zależnym od wielu czynników (głównie społecznych).

    O czym powinny pamiętać władze lokalne, które podejmują dialog z inwestorem? Jakie są najczęściej popełniane błędy przez samorządowców w tym zakresie?

    To bardzo trudne pytanie, ponieważ oprócz błędów natury ogólnej i oczywistej, wiele zależy od samego inwestora ? np. z jakiego kręgu kulturowego pochodzi. Jednak mogę powiedzieć, że każdy błąd może urosnąć do rangi decydującego, gdy w jego efekcie potencjalny inwestor nie będzie ufał władzy lokalnej ? czyli swojemu partnerowi w negocjacjach. Tak wiele gmin konkuruje o inwestycje, że lepiej rozmawiać z tymi, którym można ufać. Problem zaufania, braku zaufania lub wręcz nieufności to kluczowa kwestia w relacjach. Na poziomie gminy może to być np. nierzetelna informacja o stanie działki, może to być obietnica wpłynięcia na przeciwników inwestycji, ale może to być również ?przeterminowana? informacja na stronie internetowej gminy. Jeżeli władze lokalne budują klimat oparty na zaufaniu, mogą być spokojne, ponieważ nawet gdy przegrają w ?ekonomicznej? konkurencji, okaże się, że będzie to procentowało w przyszłości ? jestem tego pewien.

    Czy może Pan przytoczyć przykłady gmin, które dobrze radzą sobie w relacjach z inwestorami i w czym tkwi tajemnica ich sukcesu?

    Pamiętajmy, że to co dziś obserwujemy w gminach sukcesu jest wytworzone przez wiele wiele lat, dlatego najchętniej wskazujemy te gminy, które osiągały sukces na początku transformacji.

    Wskazywanie przykładów może być niesprawiedliwe wobec tych nie wymienionych, dlatego nie zrobię tego, ponieważ z wieloma samorządami czuję się zaprzyjaźniony. Ale jeżeli zastanowimy się, dlaczego w otoczeniu dużej aglomeracji są gminy, gdzie inwestorów jest mnóstwo i gminy, gdzie jest ich jak na lekarstwo, to w ciemno odpowiadam ? tajemnica ich sukcesu tkwi w tym, że w odpowiednim momencie historycznym w gminie był lider z prawdziwego zdarzenia. Myślę, że trafię z taką diagnozą co najmniej 8 razy na 10 przypadków. Zauważmy ponadto, że w tak nasyconej inwestorami Polsce zachodniej również mamy gminy lepsze i gorsze. Analogiczna sytuacja panuje na wschodzie kraju. W mojej pierwszej pracy na temat bezpośrednich inwestycji zagranicznych pisałem jeszcze o ?historycznie wykształconym bogactwie?. Chodziło mi o inwestycje dokonywane w gminach, których jedynym walorem zdawało się być przedsiębiorstwo państwowe, które stawało się obiektem zainteresowania kapitału zagranicznego. Ale nawet w takich przypadkach znamy władze lokalne, które potrafiły wykorzystać to zainteresowanie, jak i władze, które zdawały się ?marnotrawić szansę?, jaka pojawiła się na początku transformacji.

    (...)

    Dziękujemy uprzejmie za poświęcony czas.


    Cały wywiad można przeczytać na stronach RegioPortalu.
    (Portal o problematyce rozwoju regionalnego i lokalnego. Dla samorządowców, naukowców, przedsiębiorców, organizacji pozarządowych i innych osób interesujących się rozwojem regionalnym i lokalnym.)

     

  • Dodaj komentarz


    Kod antysapmowy
    Odśwież

Hipoterapia HIPPONY

Gabinet Stomatologiczny w Szklarskiej Porębie

Reklama

Reklama