Autoprzeprosiny.
Kampania referendalna nabrała rozpędu. Właśnie pojawiły się na mieście świeże ulotki antyreferendalne, sfinansowane przez 14 radnych oraz burmistrza. Na 23 dni przed datą referendum takie zjawisko nie powinno nikogo dziwić, jednak jest coś specyficznego w tych ulotkach. Władza, nie mogąc zapewne doczekać się przeprosin i sprostowań nakazanych Grupie Inicjującej Referendum, wykazała się szczególną "inicjatywą" i sama sobie wydrukowała przeprosiny, wraz ze sprostowaniami! Ruch dwuznaczny, bo może poskutkować rozpowszechnieniem się przekonania, że GIR-a już przeprosiła i jest w porządku.
Do przerwy 2:0
Po zorganizowaniu spotkania 15. grudnia br., władza,tym razem nie czekając na odpowiedź GIR-y, wykonała kolejny ruch. Milczenie organizatorów referendum można zrozumieć dwojako - albo mają jakiegoś niesamowitego asa w rękawie, albo są już bez pomysłów ponad pyskówki paru anonimów na internetowym forum. Wypaleni i sponiewierani przez kolejne orzeczenia sądowe na temat rzetelności swoich oskarżeń. Zdaniem jednego z przedstawicieli władzy miejskiej, żadnego asa nie ma. Jest pustka i swąd kłamstw. Szukając prawdziwej genezy referendum wystarczy przejrzeć pisma w urzędzie, dokumentujące miniony styl sprawowania władzy w mieście. Jego zdaniem bunt "starych" był łatwy do przewidzenia, gdy "nowi" zaczęli stosować proste zasady ekonomii w miejsce zaskorupiałych układów towarzyskich. Sprawa "dzierżawców" czy parkingów pod wyciągiem to tylko część układanki. Bunt był tylko kwestią czasu. W Szklarskiej Porębie dzieje się różnie, ale nie na tyle źle, żeby rozpowiadać o jakiejś klęsce gospodarczej. Jest przyzwoicie, a zdaniem naszego rozmówcy, nawet dobrze, a na efekty ekonomiczne nowych decyzji i inwestycji trzeba poczekać 1-2 lata. GIR-a jest wyrazicielką frustracji z powodu gwałtownych zmian pozbawiających klany dawnych kumpli dochodu.
Kółka różańcowe.
Co ciekawe GIR-a identycznie oskarża władzę o tworzenie grona swoich kumpli. Zdaniem bardziej zdystansowanych - jedni i drudzy tworzą zwarte grupy znajomych, co samo w sobie nie jest przestępstwem. Problemem zaś jest to, że owe grona są strukturami, jakby mało "gościnnymi" dla osób z zewnątrz. Wśród jednych i drugich panuje atmosfera poufałego poklepywania się po pleckach i niesłuchania co mają do powiedzenia kandydaci do tego czy tamtego kółka. To nie wynika ze szczególnej złośliwości, raczej z braku odruchu komunikacji "na zewnątrz" w miejsce całkiem sprawnej komunikacji "do środka". Temat sam w sobie może być ciekawy dla badacza relacji społecznych w małych gminach, takich jak nasza.
Okazja dla GIR-y
Chcąc poznać stanowisko drugiej strony Redakcja GŁOSU SP dwukrotnie zwracała się z prośbą do przewodniczącego GIR-y Mariusza Baciora o udzielenie wywiadu do gazety. Nie otrzymaliśmy odmowy, wręcz zgodę, tylko czekamy na propozycję terminu. Mamy nadzieję, że niedługo do spotkania dojdzie. Będziemy mogli napisać coś więcej, co przyniesie bardziej treściwą informację niż pogaduchy w internecie.
Komentarze
Problemem jest to, ze Gira nie jest opozycją i nigdy takową nie była. Czy ktoś widział girę na sesji, albo na innym publicznym forum? Owszem! Malkiewicz! Który się rzucał jak karp bez wody w obronie Misiuka. Czy ktoś kiedyś widział pana Molkę, który zgłasza jakąś propozycję rozwiązania turystycznego problemu? Czy ktoś słyszał, aby Pani Ewa Witek próbowała przez dwa lata rozwiązać jakiś problem dla Dolnej (np. z bezpańskimi psami, lub świniami, które niszczą sąsiednie posesje)?
W tym gronie najlepiej wypada Bacior, który coś robił w sprawie szkoły, choć mam tu pewne wątpliwości, czy to nie była celowa pokazówka, zwłaszcza, że zbiegło się to w czasie, gdy w mieście rozrzucone zostały ulotki zapowiadające referendum. Radny Makówka, największy przegrany, który jako jednoosobowa opozycja w radzie miasta posługiwał się oświatowymi kłamstwami dla swoich partykularnych celów w swoim okręgu wyborczym.
To nie jest opozycja.
Referendum to zryw kilku niezadowolonych dzierżawców, którzy otoczyli się kilkoma innymi niezadowolonymi : bo im działek rolnych na budowlane władza nie chce przekształcić, bo w pensjonacie pod wyciągiem zrobiono kontrolę opłaty miejscowej i cuda wyszły, bo od rządzenia odsunęli, bo parking zabrali, bo za kamieniołomy się zaczęli brać, bo wyszła historia złomu na Czerwonym Potoku i sprawa reklam za 5 złotych itp. itd.
Trzonem tej układanki są dwie osoby, o których można napisać tak:
Witek do rady kandydowała z listy komitetu wyborczego wyborców Jerzego Łotarewicza.
Malkiewicz do rady kandydował z listy komitetu wyborczego wyborców Zbigniewa Misiuka.
A jeśli chodzi o plakaty.
"Ruch dwuznaczny, bo może poskutkować rozpowszechnien iem się przekonania, że GIR-a już przeprosiła i jest w porządku."
Ruch jest jednoznaczny, bo władza pokazuje, że nawet sąd uznał, że GIR okłamuje.
Co do pierwszej części komentarza - zgoda, jak najbardziej, z każdym słowem, z tym, że nie o to chodziło w artykule. To tak a propos zrozumienia intencji słowa pisanego :-))) Nie ma w art. ani jednego słowa "opozycja", ale, zgoda, powtarzam jeszcze raz - GIR-a nie jest żadną opozycją. Na razie to hucpa. Czekamy na okazję rozmowy z panem Mariuszm Baciorem, może wywęszymy tego asa w rękawie?
Ale może opozycję ma się taką na jaką się zasługuje? :-))
Moim zdaniem te plakaty radni umieścili o wiele za późno. one powinny na mieście pojawić się następnego dnia po tym jak sąd orzekł na korzyść burmistrza i radnych.
Ale dobrze, że w ogóle wywiesili, bo dzięki temu informacja będzie dłużej wisieć i więcej osób przeczyta treść. Bo to, że na swój koszt zrobili to radni, to wcale Girę nie zwalania z obowiązku przeprosin i zamieszczenia sprostowania w Nowinach i Faktach ( czy jak kto woli Kłamstwach Izerskich). Ich psim obowiązkiem jest opublikowanie przeprosin a za wodę sprostowania mają zamieścić na tablicy ogłoszeń.
Radni wydając na swój koszt te plakaty i ulotki uprawiają po prostu kampanię referendalną, bo ta kampania trwa. Radni pokazują mieszkańcom że gira jest niewiarygodna. I ta informacja powinna dotrzeć do wszystkich. A im dłużej będzie rozpowszechnian a, tym jest większe prawdopodobieńs two, że dotrze do większej grupy osób.
Pan wybaczy, ale nie jest pan specjalistą ani od PR ani od marketingu politycznego, a już zwłaszcza od technik przekazu informacji. Ale oczywiście ma pan prawo do swojej oceny, a ja mam prawo się z nią nie zgadzać.
co do jednego się zgadzamy: kasa nie jest nasza
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.