• Zostały już tylko wspomnienia

    PDFDrukujEmail
  • Autor: Karolina Wojtaś
  • poniedziałek, 19 kwietnia 2010 18:37
  • O północy skończyła się żałoba narodowa. Powoli znikają polskie flagi, przepasane czarnym kirem. Sprzed Pałacu Prezydenckiego zostaną zabrane wypalone znicze i zwiędnięte kwiaty. Nieubłagany czas zmusza nas do rzucenia się w wir codzienności. Są jednak i tacy, w których nadal jest mnóstwo emocji. Pan Grzegorz ze Szklarskiej Poręby dzieli się swoimi przeżyciami z ostatniego tygodnia. Najpierw był szok, potem wyjazd do Warszawy, teraz przyszedł czas na refleksje i wyciągnięcie osobistych wniosków.



    "Za dużo było emocji we mnie. Byłem zamknięty w osobistej tragedii, smutku. Chciałem uciekać, schować się w samotność, nie afiszować, nie błądzić w słowach. Okazuje się, jak głęboko jestem związany z tym, co dzieje się z Polską, z historią, z cudzym też bólem. I nie musiałem nabyć tych emocji z telewizora. Wystarczyła mi uwiarygodniona wiadomość z radia w samochodzie.


    Szok i niedowierzanie

    Dzień pierwszy. Szok, niedowierzanie. Chyba pierwsza flaga kupiona w Tesco. Szukanie wstążek, szarfy. Sprzeczka z żoną o przeszycie flagi na już. Pierwszy raz samodzielna obsługa maszyny do szycia, pomoc syna w przymocowaniu i – trochę lżej. Ale co można jeszcze? Spowiedź. Modlitwa. Kiedy okazało się, że Oboje są w pałacu, że można ich pożegnać, to myśl jak tam pojechać? Trochę mglista informacja w Internecie, rozmowa ze znajomym, telefon do urzędu miasta.


    Dzień piąty. Dwudziesta pierwsza z minutami. Jadę. Atmosfera w autobusie podniosła, smutna. Modlitwa z ojcem Maksymilianem. Dzień szósty. Warszawa, ok. 5.30 początek kolejki. Zapach zniczy. Godzina jak pięć minut. Kolumna Zygmunta. Spacer po starówce z przyjaciółmi. Znowu godzina jak pięć minut. Kolejka co parę metrów krótsza. Spacer nad Wisłę. Trasa W-Z, ruchome schody, chyba nie te same, co trzydzieści lat temu. Budynek Wspólnoty Polskiej, palące się znicze, portret Macieja Płażyńskiego.


    Nasza grupa już blisko. Jeszcze ze dwie godziny, może więcej. Czas to pojęcie względne. Z boku wąż kolejkowy zawinął dwa razy. Byliśmy zobaczyć pałac prezydencki. Kolejka jest trzy razy większa. Kawa od szwagra Arka – niesamowity gość, Warszawiak. Mężczyźni w mundurach porządkują po trzydzieści osób. Nasza grupa jest podzielona. Flagi Szklarskiej Poręby utożsamiają nas w szeregu. Kolejne bramki, instruktaż. Idziemy pojedynczo przez plac. Przed nami jakby zastęp reprezentacyjny przedszkola „Miś”, wszystkie dzieciaki jednego wzrostu, jednakowo ubrane w kamizelki odblaskowe. Równiutko, karnie, cichutko.


    W Pałacu Prezydenckim

    Pierwsza sala. Pierwsze zdjęcie Anny Walentynowicz. Ochrona. Moskwa. Janosik… Druga sala. Cztery trumny ze zwłokami ludzi Prezydenta. Wieczny odpoczynek… Marmurowe schody. Portrety. Obraz morski. Mosiężny żyrandol. W następnej sali kryształowy. To pewnie tam. Aleksander Kaczyński Prezydent, Maria Helena Mackiewicz Kaczyńska. Miałem przecież tyle jeszcze Im do powiedzenia, taka krótka modlitwa. Nie można się wrócić.

    Wydaje się, że chyba to był sen, jakbym przeszedł tam bez oddychania. Było mi smutno i żal ściskał, jak przy trumnach rodziny. Te dwie trumny dla mnie to również zamknięcie historii. Zamknięcie pętli czasu i tragedii rodzin w 1940 roku i teraz. Zaschnięcie ran ludzi skazywanych, poniewieranych za związek i pamięć Katynia, za bycie Polakiem. Te dwie trumny to trumny wszystkich 96 ofiar. Odeszli w nich ludzie Honoru, ludzie walki o Polskę prawdziwą, o pamięć, o moją rodzinę, o mnie. Widziałem palące się znicze i portrety w innych miejscach Warszawy.


    Trochę spokoju

    Nasz wieniec pod Sejmem. Nie znalazłem domu bez flagi z kirem. Nie znalazłem tej samej Warszawy. Obiecany Anioł Pański w drodze powrotnej. I nieplanowane odwiedziny Jasnej Góry. Modlitwa przed Matką Boską. Sala Rycerska i kroki Lecha Kaczyńskiego przed wystawą. Zdjęcia Prezydenta jak oglądał w tym dokładnie miejscu inną wystawę. Po pożegnaniu Ich w pałacu emocje zmalały. Powoli wróciłem do rzeczywistości. Aczkolwiek dopiero zacznę doznawać spokoju, kiedy wszyscy zostaną pochowani. Będą kolejne dni. Ten pierwszy i szósty zostaną".

    O północy skończyła się żałoba narodowa. Powoli znikają polskie flagi, przepasane czarnym kirem. Sprzed Pałacu Prezydenckiego zostaną zabrane wypalone znicze i zwiędnięte kwiaty. Nieubłagany czas zmusza nas do rzucenia się w wir codzienności. Są jednak i tacy, w których nadal jest mnóstwo emocji. Pan Grzegorz ze Szklarskiej Poręby dzieli się swoimi przeżyciami z ostatniego tygodnia. Najpierw był szok, potem wyjazd do Warszawy, teraz przyszedł czas na refleksje i wyciągnięcie osobistych wniosków.

    „Za dużo było emocji we mnie. Byłem zamknięty w osobistej tragedii, smutku. Chciałem uciekać, schować się w samotność, nie afiszować, nie błądzić w słowach. Okazuje się, jak głęboko jestem związany z tym, co dzieje się z Polską, z historią, z cudzym też bólem. I nie musiałem nabyć tych emocji z telewizora. Wystarczyła mi uwiarygodniona wiadomość z radia w samochodzie.

    Szok i niedowierzanie

    Dzień pierwszy. Szok, niedowierzanie. Chyba pierwsza flaga kupiona w Tesco. Szukanie wstążek, szarfy. Sprzeczka z żoną o przeszycie flagi na już. Pierwszy raz samodzielna obsługa maszyny do szycia, pomoc syna w przymocowaniu i – trochę lżej. Ale co można jeszcze? Spowiedź. Modlitwa. Kiedy okazało się, że Oboje są w pałacu, że można ich pożegnać, to myśl jak tam pojechać? Trochę mglista informacja w Internecie, rozmowa ze znajomym, telefon do urzędu miasta.

    Dzień piąty. Dwudziesta pierwsza z minutami. Jadę. Atmosfera w autobusie podniosła, smutna. Modlitwa z ojcem Maksymilianem. Dzień szósty. Warszawa, ok. 5.30 początek kolejki. Zapach zniczy. Godzina jak pięć minut. Kolumna Zygmunta. Spacer po starówce z przyjaciółmi. Znowu godzina jak pięć minut. Kolejka co parę metrów krótsza. Spacer nad Wisłę. Trasa W-Z, ruchome schody, chyba nie te same, co trzydzieści lat temu. Budynek Wspólnoty Polskiej, palące się znicze, portret Macieja Płażyńskiego.

    Nasza grupa już blisko. Jeszcze ze dwie godziny, może więcej. Czas to pojęcie względne. Z boku wąż kolejkowy zawinął dwa razy. Byliśmy zobaczyć pałac prezydencki. Kolejka jest trzy razy większa. Kawa od szwagra Arka – niesamowity gość, Warszawiak. Mężczyźni w mundurach porządkują po trzydzieści osób. Nasza grupa jest podzielona. Flagi Szklarskiej Poręby utożsamiają nas w szeregu. Kolejne bramki, instruktaż. Idziemy pojedynczo przez plac. Przed nami jakby zastęp reprezentacyjny przedszkola „Miś”, wszystkie dzieciaki jednego wzrostu, jednakowo ubrane w kamizelki odblaskowe. Równiutko, karnie, cichutko.

    W Pałacu Prezydenckim

    Pierwsza sala. Pierwsze zdjęcie Anny Walentynowicz. Ochrona. Moskwa. Janosik… Druga sala. Cztery trumny ze zwłokami ludzi Prezydenta. Wieczny odpoczynek… Marmurowe schody. Portrety. Obraz morski. Mosiężny żyrandol. W następnej sali kryształowy. To pewnie tam. Aleksander Kaczyński Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej, Maria Helena Mackiewicz Kaczyńska. Miałem przecież tyle jeszcze Im do powiedzenia, taka krótka modlitwa. Nie można się wrócić.

    Wydaje się, że chyba to był sen, jakbym przeszedł tam bez oddychania. Było mi smutno i żal ściskał, jak przy trumnach rodziny. Te dwie trumny dla mnie to również zamknięcie historii. Zamknięcie pętli czasu i tragedii rodzin w 1940 roku i teraz. Zaschnięcie ran ludzi skazywanych, poniewieranych za związek i pamięć Katynia, za bycie Polakiem. Te dwie trumny to trumny wszystkich 96 ofiar. Odeszli w nich ludzie Honoru, ludzie walki o Polskę prawdziwą, o pamięć, o moją rodzinę, o mnie. Widziałem palące się znicze i portrety w innych miejscach Warszawy.

    Trochę spokoju

    Nasz wieniec pod Sejmem. Nie znalazłem domu bez flagi z kirem. Nie znalazłem tej samej Warszawy. Obiecany Anioł Pański w drodze powrotnej. I nieplanowane odwiedziny Jasnej Góry. Modlitwa przed Matką Boską. Sala Rycerska i kroki Lecha Kaczyńskiego przed wystawą. Zdjęcia Prezydenta jak oglądał w tym dokładnie miejscu inną wystawę. Po pożegnaniu Ich w pałacu emocje zmalały. Powoli wróciłem do rzeczywistości. Aczkolwiek dopiero zacznę doznawać spokoju, kiedy wszyscy zostaną pochowani. Będą kolejne dni. Ten pierwszy i szósty zostaną”.

  • Dodaj komentarz


    Kod antysapmowy
    Odśwież

Hipoterapia HIPPONY

Gabinet Stomatologiczny w Szklarskiej Porębie

Reklama

Reklama

Linki sponsorowane

katalog
c&a sklep internetowy
tanie hotele rzym
Tanie Loty Goteborg
grammer - profesjonalne fotele do zastosowań komercyjnych!
tłumaczenia konsekutywne
bezpieczne i funkcjonalne siedzenia grammer w polsce.