Drugie spotkanie z mieszkańcami odbyło się we wtorek, 20 kwietnia, w Klubie Integracji Społecznej w Szklarskiej Porębie Dolnej.
Tutaj, tradycyjnie frekwencja była większa, co nie znaczy, że powalająca: naliczyliśmy 12 osób nie będących radnymi ani pracownikami urzędu, którzy przybyli w podobnej liczbie. Na spotkaniu obecny był także radny powiatu jeleniogórskiego, Maciej Abramowicz, który tradycyjnie musiał odpowiadać (czytaj: wstydzić się) na pytania o stan dróg powiatowych.
Jadnak na początek zebrani obejrzeli prezentację dokonań naszych samorządowców w zakresie budowy boisk, dróg i mostów oraz dociepleń. To ta sama prezentacja, którą pokazano już pierwszego dnia, podczas spotkania na Hucie. Ponieważ obejrzenie zdjęć i wysłuchanie historii tych inwestycji, ze szczególnym uwzględnieniem dygresji dotyczących przeciwności losu, zgotowanych przez byłe władze i niesfornych mieszkańców było sporym wysiłkiem, nie zgadzamy się z twierdzeniem, jakoby władza robiła już sobie kampanię wyborczą. Tak się kampanii wyborczej nie robi, chyba że jej celem ma być zamęczenie elektoratu.
W sumie, wyszło na to, że ta część Szklarskiej Poręby z całego bogactwa dokonań inwestycyjnych (pomijając prace KSWiK), może się cieszyć jedynie boiskiem wybudowanym w ramach programu „Blisko Boisko”. W planach władzy jest dalsze zagospodarowanie tego terenu, zgodne z tym, o co wnioskowali od dawna mieszkańcy. Ponadto są plany renowacji zabytkowych organów znajdujących się w kościele pod wezwaniem Niepokalanego Serca NMP i organizowanie w nim koncertów organowych.
W zasadzie najwięcej dla Szklarskiej Poręby Dolnej zrobił Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej, realizując swoje liczne projekty związane z aktywizacją i integracją mieszkańców. (Sprawozdania z ich realizacji można przeczytać w zakładce MOPS) Obecnie zaczął się projekt „Razem damy radę” skierowany do mieszkańców baraków przy ul. Waryńskiego. Są to tak zwane „miękkie projekty”, mniej spektakularne, ale za to docenione nagrodą Ministra Pracy i Polityki Społecznej.
Po prezentacji dokonań i przedstawieniu planów, wreszcie mieszkańcy mogli zadać swoje pytania, na które odpowiadali: Zastępca burmistrza – Zbigniew Brożek, Przewodniczący RM – Grzegorz Sokoliński oraz radny Mirosław Kupis. Odpowiedzi uzupełniał radny Zbigniew Kubiela.
Tak więc znowu podniesiono kwestię wątpliwej urody „Jelonka” *), który od kilku lat straszy w centrum SP Dolnej, a którego remont to sprawa z gatunku „nierozwiązywalnych”. Proponujemy włączyć ją do multimedialnej prezentacji dokonań władz, jako przykład pielęgnowania lokalnych tradycji i dziedzictwa kulturowego.
Inną sprawą przedstawioną przez mieszkańców, były efekty porządkowania śmietnika na cmentarzu. Tu dla odmiany tak skutecznie usunięto stary śmietnik, że znikł wraz ze sporym fragmentem muru cmentarnego. Ponieważ nie postawiono żadnych pojemników na śmieci, to walają się one obecnie po cmentarzu.
Dla wielu mieszkańców sporym problemem może być podłączenie do kanalizacji biegnącej wzdłuż ulicy Górnej – ich zdaniem kanalizacja przebiega powyżej poziomu ich budynków i zapewne konieczny będzie zakup pomp. Jednak radny Kupis twierdził, że nie powinno być większych problemów z przyłączeniem, a po warunki należy udać się do siedziby oddziału KSWiK przy ul. Krasińskiego.
Na koniec spotkania poruszono sprawę tragicznych warunków mieszkaniowych w barakach przy ul. Waryńskiego. Decyzja o rozbiórce baraków została cofnięta, ale w jednym z tych budynków konieczne jest wstawienie nowych okien i remont przeciekającego dachu.
Mieszkańcy baraków prosili także o interwencję w związku z przejazdem samochodów ciężarowych z bazy znajdującej się na tyłach budynków przez podwórko, na którym bawią się dzieci. Nie ma tam drogi, jednak kierowcy, których nikt nie pilnuje, jeżdżą sobie tak, jak im wygodnie, stwarzając przy tym spore zagrożenie. Wygodnictwo polega na omijaniu dwóch, ostrych skrętów na wyjeździe z terenu bazy. Rzeczywiście, są konieczne niewygodne manewry, ale od czego są znaki drogowe, których ustawenie powinno rzecz załatwić? Trzeba tylko chcieć, pojechać na miejsce, obejrzeć i kupić dwa znaki zakazu ruchu pojazdów o ciężarze powyżej 3,5 t. Władze zapisały sobie ten problem i obiecały się nim zająć.
Podobnie obiecały zainstalowanie drogowskazu do Klubu Integracji Społecznej, w którym to spotkanie miało miejsce (a nie w świetlicy środowiskowej, jak napisano w harmonogramie!), a w którym – oprócz spotkań z władzą, naprawdę sporo się dzieje.
*) http://szklarska-gazeta.pl/archiwum-artykulow-2009/103-padziernik/706-spotkanie-przy-wiecach
Komentarze
Nie doczekałem się odpowiedzi na zadane pytanie w komentarzu w zw. ze spotkaniem władzy z mieszkańcami na Białce.
Tutaj zadam inne: czy władza "rozliczyła" się z efektów poprzednich spotkań?
Być może w nowej kadencji przyjdzie czas nie tylko na spotkania z władzą, ale także na dialogi z władzą. Sęk w tym, że druga strona dialogu, czyli mieszkańcy muszą także wykazać odrobinę aktywności. Pięć terminów spotkań, w różnych miejscach - naprawdę można było coś sobie wybrać i spróbować "rozliczyć" z efektów dotychczasowej pracy oraz wysłuchać odpowiedzi z pierwszej ręki.
Aha, 30 kwietnia będzie sesja absolutoryjna. W programie sesji są także zapytania mieszkańców. Okazji więc nie brakuje.
Mnie osobiście intryguje odpowiedź na pytanie: dlaczego tak nie wielu mieszkańców interesuje się spotkaniami z władzami. Odpowiedzi może być kilka:
- generalnie mają to w ..., a to oznacza, że praca Pani Marzeny w sprawie aktywności lokalnej, po czterech latach okazała się syzyfowa i nic nie warta.
- mają informację na co dzień w postaci biuletynu, który mimo informuje o tym co się dzieje w mieście i nie mają potrzeby zdobywania wiedzy na dodatkowych spotkaniach.
- widzą zmiany (budowa szrenicy, esplanady, dinozaurów, nowych ulic, sala gimanstyczna, boiska) i coraz więcej narzekań staje się nieaktualna, bo postulaty oraz obietnice wyborcze sukcesywnie są realizowane.
Niegdyś na spotkania z Misiukiem waliły niemal chordy rozwścieczonych mieszkańców. Teraz nie dość, że nie ma chord, to jeszcze wściekłości brakuje, a na hucie słychać było nawet podziękowania.
- ludzie nie lubią rozmawiać z władzą używającą mało zrozumiałego slangu urzędniczego, a zdarza się to naszej- i nie tylko naszej- władzy na każdym kroku (te wszystkie RPO, aplikacje, instytucje pośredniczące - to nie jest słownictwo dla przeciętnego mieszkańca). Czują się gorsi, bo nie są partnerami w dyskusji.
- spotkań było za dużo, więc siłą rzeczy i frekwencja się "rozmyła". Może trzeba pomyśleć o zmniejszeniu liczby miejsc do np.2-3 za to zwiększyć częstotliwość spotkań?
- na tych spotkaniach nikt nie pyta ludzi o ich potrzeby - dostają "gotowca", którego przygotowała im władza i mają się cieszyć. I dobrze, jeśli się cieszą:) a jeśli się nie cieszą, to zarzuca im się uprawianie kampanii wyborczej i nieuzasadnione krytykanctwo połączone z pieniactwem
- poza tym, przychylam się do pańskiej odpowiedzi, że ludzie mają to w de... dlatego też swojej pracy nie uważam za syzyfową, uważam ją za wyjątkowo perspektywiczną . Pozdrawiam :)
Przy okazji: kurtuazyjna forma na zakończenie spotkania:"kto z Państwa chce o coś zapytać lub ma jakieś uwagi" nie jest formą pytania o potrzeby - chyba, że mamy na myśli jakąś szczególną, szklarskoporębs ką metodę badawczą.
nie dopisała z reportażem na czas. Dzisiaj 28, minęło 6 dni od ostatniego spotkania. Czyżby bardziej nudne od zrelacjonowanyc h?
Czy może tak obfite i z zaskakującą frekwencją i aktywnością "ziomali", że materiału do selekcji zbyt dużo?
Pozdrawiam
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.