Jak możemy przeczytać ze strony eurosportu podesłanej przez jednego z czytelników, Justyna Kowalczyk nie wystąpi w Pucharze Świata jeśli odbędzie się on na zaplanowanej trasie. Chodzi tu głównie o zjazd ze Szrenicy, który Mistrzyni określiła jako stok do narciarstwa alpejskiego.
Wbiec na taką górę potrafię, bo nieraz robiłam to na Alpe Cermis. Wiem jednak, co się ze mną dzieje, kiedy już jestem u góry. Gdybym jeszcze musiała coś takiego pokonać w dół na nartach biegowych...
o jest dla mnie nierealne. Przykro mi, że nie będę mogła w tym uczestniczyć. Od dyrektora Pucharu Świata Jürga Capola dowiedziałam się, że to pomysł polskich organizatorów. Jest mi z tego powodu podwójnie przykro. Mogę walczyć w każdej konkurencji Pucharu Świata, ale w zjeździe ze stoku do narciarstwa alpejskiego już nie
Niestety jak dowiadujemy się z komentarza Pani Justyny całą winę zrzuca się na polskich organizatorów. Faktycznie dziwić może brak dialogu organizatorów z czołowymi klubami narciarskimi; jak to ujął szkoleniowiec Mistrzyni:
W innych krajach taka sytuacja jest nie do pomyślenia. Gdy Słoweńcy robili sprint klasykiem, to trasę przygotowali pod Petrę Majdić. Dlaczego u nas nie możemy zrobić tego samego pod Justynę?
Na szczęście opinia biegaczki nie może wpłynąć na werdykt FIS. Ale brak Justyny Kowalczyk na Polskim PŚ może zniechęcić kibiców i zmniejszyć zainteresowanie tym wydarzeniem.
Dodano 18:15
Wypowiedź trenera oraz samej biegaczki na sport.pl.
Odnosząc się do komentarza czytelnika organizatorem PŚ jest Szklarska Poręba. Władze naszego miasta utworzyły jednoosobową spółkę działającej pod firmą „Sport Szklarska Poręba spółka z ograniczoną odpowiedzialnością” z siedzibą w Szklarskiej Porębie jako jednoosobową spółkę miasta Szklarska Poręba. Jej kapitał zakładowy ustalono na 100 tys. zł. jako 100 udziałów należących tylko do miasta. 17.03.2011r. powiększono kapitał zakładowy spółki o kwotę 230 tys. zł.
Więcej informacji o spółce można znaleźć na jej oficjalnej stronie.
Komentarze
Nasza najlepsza zawodniczka biegowa, kolejny raz powtórzyła, że zjazd ze Szrenicy jest dla niej za trudny i dlatego nie weźmie udziału w tych zawodach. Zapytana przez dziennikarza Polsatu, czy oglądała trasę, odpowiedziała, że „nie,”, ale robił to jej trener, który mieszka w Wałbrzychu i zjeżdżał trasą na rowerze. Czyli złamał prawo, bo zjeżdżał na rowerze nartostradą Lolobrygida na terenie Parku Narodowego. A może zjeżdżał ze Śnieżki? Wszak Pani Justyna Kowalczyk na początku konferencji mówiła o Śnieżce. Dopiero dziennikarze ją poprawili, że nie o Śnieżkę, lecz o Szrenicę chodzi.
Jak się też okazało, to Pani Justyna nie rozmawiała z dyrektorem FIS. Ale słyszała, że ktoś rozmawiał, i ten ktoś powiedział, że pomysł Szrenicy to pomysł organizatorów, bo przecież dyrektor FIS „nie wie, że w Szklarskiej Porębie jest Szrenica”. Jak się jednak okazało w dalszej części konferencji, informator Pani Justyny słyszał źle, albo miał problemy w posługiwaniu się językiem obcym. Dyrektor FIS nie posługuje się bowiem językiem rosyjskim, lecz perfekcyjnie zna angielski, czego na przykład nie można powiedzieć o Panu Wieretelnym trenerze Pani Justyny i wielu innych działaczach Polskiego Związku Narciarskiego. Podczas konferencji prasowej okazało się też, że jest obwita korespondencja świadcząca o tym, że pomysł ze Szrenicą wyszedł od dyrektora FIS, który chce uatrakcyjnić przekazy telewizyjne i zagwarantować zawodom największą oglądalność., po to, aby w ten sposób popularyzować narciarstwo biegowe – bo to jest celem głównym FIS (Międzynarodowe j Federacji Narciarskiej).
Jeśli ktoś się zapyta: o co chodzi? Odpowiadam - chodzi o kolej izerską. A właściwie o to, że na polanie się przestraszono, ze zawody zamiast tam, to się na Szrenicy odbędą. Cały ten dym pochodzi z polany. Oby się nie okazało, że ani na Polanie, ani na Szrenicy, lecz w Rokietnicach nad Izerą w republice Czech odbędzie się impreza, która miała szansę stać się zimową wizytówką Polski.
Po tym weekendzie nikt o sprawie nie będzie pamiętać. A zawody i tak się odbędą.
PZN-u zawody Pucharu Świata tylko na Polanie Jakuszyckiej. Szklarska będzie miała reklamę za friko. W takim wariancie i tak będą to jednorazowe zawody. Bazując na doświadczeniach
organizatorów EURO 2012 należy zachować ostrożność w zakresie finansów, bo
to nie sztuka wydać miliard na stadion, na którym trawa za cholerę nie chce
rosnąć. W takich okolicznościach przy organizacji imprezy sportowej
burmistrz musi również mieć na względzie aspekt finansowy. Jeżeli PZN
podejmuje decyzje skutkujące określonymi kosztami, to niech te koszty
pokrywa. Mogą to robić wspólnie z Justyną, Wieretielnym i Gozdowskim . Jak popłyną, to niech ich potem tłumaczy Rodziewicz.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.